Liście
spadające z drzew przynoszą ze sobą zmiany. Lubię o nich myśleć,
że zabierają nasze obietnice i przekazują je światu. Temu obecnemu i przyszłemu. Jednocześnie pozwalają składać nowe zobowiązania. A nadchodzące długie
wieczory to doskonały czas żeby im się przyjrzeć i uczynić
realnymi. Ten czas kiedy kolory nie rozpraszają naszych myśli daje
wytchnienie. Zresztą ten czas łatwo uczynić bardzo przyjemnym i
wręcz wyczekiwanym. Wbrew wszystkiemu i wszystkim! Ja lubię ciepłe światło z którym mi się
kojarzy. Zimą/późną jesienią w moim domu królują świeczki,
które są wszędzie, nasycając wnętrze migotliwymi płomykami.
Lubię zapachy mieszające się z nimi, unoszące się z wonnych kadzidełek i lubię spokój. Lubię
też te chłodne słoneczne dni, które są niezwykle kuszące. A pomimo że nie doskonałe w tym okresie słońca tak bardzo brakuje, że każda chwila z nim jest rozkoszna.
Ja tej jesieni złożyłam obietnicę szepcząc ją złotym liściom. (Nie
pierwszą taką ale liczę, że już ostatnią). Myślę, że teraz jest to miejsce i
ten czas żeby obietnica złożona złotym liściom, uniesiona wraz z
nimi przez wiatr została zrealizowana. I głównie tym chciałabym
się z Wami podzielić. To jest ten moment
w którym na reszcie zrozumiałam, że życie nie polega na tym żeby siebie
odkrywać. Życie polega na tym by uczynić z samego siebie tym kim
chcielibyśmy być. Tutaj postanowiłam nadać tym zmianom imiona.
Ja walczę z wagą. Walczę z Nią od wielu lat,
myślę, że ta walka jest już pełnoletnia. Miała różne chwile -
lepsze, słabsze. Czasami była w zaniku, czasami byłam nią opętana. Jedno jest pewne od tej pełnoletności
nie byłam zadowolona ze swojego ciała. Chciałabym to Wam
przybliżyć, być może kogoś to zainteresuje a może pomoże?
Jako małe dziecko byłam chuda, wręcz przeraźliwie chuda. Później utyłam i tak zostało. W ostatnim czasie utyłam jeszcze bardziej. Moje BMI jest powyżej normy. A to mi się nie podoba. Nie podoba mi się też to jak wyglądam i to, że jest to taka idea fix nad którą do tej pory nie miałam panowania. Nie zrozumcie mnie tylko źle. Nie jestem bardzo gruba, idąc mój brzuch nie kołysze się. Nie jestem też niesprawną pyzą. Co to to to nie. Całe życie coś trenowałam i składam się w dużej mierze z mięśni. Niestety na nich mam sporo tłuszczu, a do tego nie posiadam sylwetki smukłej trzcinki. Takiej sylwetki też nigdy nie będę posiadać, żałuję ale co zrobić. Mogę się uśmiechnąć więc się uśmiechać. Ale mogę być sobą, która się sobie podoba. Ćwiczę dużo ale dla mnie to nic trudnego chociaż tu jest taki problem, że łatwo się zniechęcam. Po jakimś czasie przestaję działać.
Jako małe dziecko byłam chuda, wręcz przeraźliwie chuda. Później utyłam i tak zostało. W ostatnim czasie utyłam jeszcze bardziej. Moje BMI jest powyżej normy. A to mi się nie podoba. Nie podoba mi się też to jak wyglądam i to, że jest to taka idea fix nad którą do tej pory nie miałam panowania. Nie zrozumcie mnie tylko źle. Nie jestem bardzo gruba, idąc mój brzuch nie kołysze się. Nie jestem też niesprawną pyzą. Co to to to nie. Całe życie coś trenowałam i składam się w dużej mierze z mięśni. Niestety na nich mam sporo tłuszczu, a do tego nie posiadam sylwetki smukłej trzcinki. Takiej sylwetki też nigdy nie będę posiadać, żałuję ale co zrobić. Mogę się uśmiechnąć więc się uśmiechać. Ale mogę być sobą, która się sobie podoba. Ćwiczę dużo ale dla mnie to nic trudnego chociaż tu jest taki problem, że łatwo się zniechęcam. Po jakimś czasie przestaję działać.
Teraz jest już 3 tydzień takiej całkiem nowej mnie. Miewam załamania, miewam niepewności, ale nawet w tych chwilach wiem, że obecnie jestem dość silna by iść dalej i nie przejmować się drobnymi niepowodzeniami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz