środa, 27 listopada 2013

4.

Zima! Nareszcie przyszła i do mnie. A co tam! Skoro musiała to trzeba ją gorąco powitać. Może dzięki temu sobie pójdzie. A na razie w skrytości ducha podziwiam ją. Tak cicho i spokojnie jak tylko mogę. Już po samym powietrzu widać w nim mróz. Może jeszcze nie trzaskający ale krystaliczny. I te drzewa, i trawy, i samochody skute ulotną, jeszcze krótkotrwałą bielą. Ale tak naprawdę to nie wiecie, że mnie ta dzisiejsza pogoda ucieszyła o tyle, że mogłam przetestować swoją nową zimową kurtkę. Spisała się znakomicie więc i mój humor od razu jest lepszy.

Muszę to dodać. Wszystko to z mojego egoistycznego, własnego punktu widzenia. Mnie to cieszy, bo mam gdzie wracać. Nawet jakby moja kurtka nie zdała egzaminu to w domu mogę napić się ciepłej herbaty czy zakopać się pod miłym kocem. Wiem, że rzeczywistość jest inna. Próbuję na nią zamykać oczy i wiecie co? Nie zawsze potrafię. Jako, że dziś jest środa, a w środy są o połowę tańsze bilety do kina Cinema City to postanowiłam się wybrać. (Z przyjemnością napisałabym co myślę o współczesnym kinie ale obiecałam sobie, że nie będę robić dygresji). Wychodząc spotkałam bezdomnego. Przynajmniej tak mówił. Nie mi to roztrząsać. Dałam mu wszystkie drobne jakie miałam (prawdę powiedziawszy tylko drobne miałam). Nie miałam sił go słuchać, najpewniej wiem skąd przyszedł. Wiem, że są ośrodki dla bezdomnych jednak... ja rozumiem, że słabość do alkoholu może być silniejsza niż cokolwiek innego. Nie mając nadziei chyba trzeba jakoś się chwytać kolorów. Ja nie mam tym ludziom nic lepszego do zaoferowania. Piszę o tym, bo mężczyzna ten wyciągając rękę mówił, że to na jedzenie, bo jest taki głodny a przed nim jeszcze zimna noc. Faktycznie nie było od niego czuć alkoholu. Bezdomność jest jak złamane życie. Złamane, bo już nie ma wiary w powodzenie.

poniedziałek, 25 listopada 2013

3.

Wspaniała sobota, długa, leniwa, lekko szalona. Zacznijmy od tego, że lubię jesienne mgły. Świat otoczony nimi jest tak niezwykle, niecodziennie delikatny, subtelny, tajemniczy i piękny. Osobiście uważam, że dobrze czasami zmienić perspektywę a ta zamglona jest doskonała do takich krótkich zmian i odświeżenia spojrzenia na niektóre rzeczy. I przyznając się zupełnie szczerze, kiedy ogarnia mnie leń nad lenie, a jedyna aktywność na jaką mam ochotę to czytanie książek, jesienna mgła już w dziennych godzinach daje dobre usprawiedliwienie do tego. Świat się leni a wraz z nim ja. Co prawda akurat w sobotę się nie leniłam. Wpierw crossfitowe szaleństwo (biję kolejne rekordy, głównie swoje co sprawia, że jestem z siebie dumna i chcę więcej, chcę być jeszcze lepsza!), później szaleństwo zakupowe. Nieodmiennie nachodzi mnie pytanie - dlaczego ja zawsze wybieram najdziwaczniejsze buty z kolekcji? Następnie słodkie obżarstwo - makaron (nie, żeby nie było tak źle - razowy penne z warzywami) oraz sałata z soczewicą (doskonały pomysł, jak mogłam wcześniej na to nie wpaść!) w przepysznej restauracji, w której znam właściciela i wiem jak dobrych produktów używa (jak na standardy knajpowe napisałabym, że zdecydowanie zbyt dobrych ale korzystam z tego bezlitośnie). A później wieczorne odwiedziny z babeczką kajmakową i wytrawnym szampanem w tle. To taki dzień kiedy sobie myślę, że to takie szczęście być mną! Nieprzyzwoite :)

czwartek, 21 listopada 2013

2.

Ponieważ ostatnio mam trochę więcej czasu lubię spożytkowywać go na modny ostatnio slow life. Lubię się nie spieszyć i mocno przeżywać każdą chwilę. Być w niej i cieszyć się nią, rozkoszować każdą jej sekundą. Lubię też jeść smacznie i zdrowo. Sprawia mi przyjemność podejmowanie decyzji o tym co zjem. Lubię też przekonywać siebie, że zostanie w domu niczego nie zmieni, że niewiele zrobię w te dwie godziny, lub jak czasu jest mniej to godzinę. A na siłowni, czy też raczej CrossFicie lubię dawać z siebie wszystko a jak się da to jeszcze trochę więcej.  Ja się nie cieszę na niezwykle modne i nadużywane ostatnio "endorfinki". Prawdę mówiąc zjedzenie czekolady też je wyzwala. Czy wy też je lubicie?
W każdym bądź razie wracając do jedzenia to lubię jedzeniową klasykę. Typowe śniadania są super i naprawdę nic nie trzeba do nich dodawać - jajecznica, jajko na miękko, omlet, owsianka, twarożek, kanapki a do tego mocna kawa. Ale czasami wolę coś innego. Croissant z masłem obowiązkowo z cafee latte. Sobotnie poranki zapraszają do takiej rozpusty. Albo lekka zmiana klasycznej kanapki. Grahamka wysmarowana awokado a na niej najróżniejsze dodatki - sałata, oliwki (koniecznie czarne i zielone), pomidor, papryka, natka. Mniaaam

wtorek, 19 listopada 2013

1.

Liście spadające z drzew przynoszą ze sobą zmiany. Lubię o nich myśleć, że zabierają nasze obietnice i przekazują je światu. Temu obecnemu i przyszłemu. Jednocześnie pozwalają składać nowe zobowiązania. A nadchodzące długie wieczory to doskonały czas żeby im się przyjrzeć i uczynić realnymi. Ten czas kiedy kolory nie rozpraszają naszych myśli daje wytchnienie. Zresztą ten czas łatwo uczynić bardzo przyjemnym i wręcz wyczekiwanym. Wbrew wszystkiemu i wszystkim! Ja lubię ciepłe światło z którym mi się kojarzy. Zimą/późną jesienią w moim domu królują świeczki, które są wszędzie, nasycając wnętrze migotliwymi płomykami. Lubię zapachy mieszające się z nimi, unoszące się z wonnych kadzidełek i lubię spokój. Lubię też  te chłodne słoneczne dni, które są niezwykle kuszące. A pomimo że nie doskonałe w tym okresie słońca tak bardzo brakuje, że każda chwila z nim jest rozkoszna.
 
Ja tej jesieni złożyłam obietnicę szepcząc ją złotym liściom. (Nie pierwszą taką ale liczę, że już ostatnią). Myślę, że teraz jest to miejsce i ten czas żeby obietnica złożona złotym liściom, uniesiona wraz z nimi przez wiatr została zrealizowana. I głównie tym chciałabym się z Wami podzielić. To jest ten moment w którym na reszcie zrozumiałam, że życie nie polega na tym żeby siebie odkrywać. Życie polega na tym by uczynić z samego siebie tym kim chcielibyśmy być. Tutaj postanowiłam nadać tym zmianom imiona.

Ja walczę z wagą. Walczę z Nią od wielu lat, myślę, że ta walka jest już pełnoletnia. Miała różne chwile - lepsze, słabsze. Czasami była w zaniku, czasami byłam nią opętana. Jedno jest pewne od tej pełnoletności nie byłam zadowolona ze swojego ciała. Chciałabym to Wam przybliżyć, być może kogoś to zainteresuje a może pomoże?
Jako małe dziecko byłam chuda, wręcz przeraźliwie chuda. Później utyłam i tak zostało. W ostatnim czasie utyłam jeszcze bardziej. Moje BMI jest powyżej normy.  A to mi się nie podoba. Nie podoba mi się też to jak wyglądam i to, że jest to taka idea fix nad którą do tej pory nie miałam panowania. Nie zrozumcie mnie tylko źle. Nie jestem bardzo gruba, idąc mój brzuch nie kołysze się. Nie jestem też niesprawną pyzą. Co to to to nie. Całe życie coś trenowałam i składam się w dużej mierze z mięśni. Niestety na nich mam sporo tłuszczu, a do tego nie posiadam sylwetki smukłej trzcinki. Takiej sylwetki też nigdy nie będę posiadać, żałuję ale co zrobić. Mogę się uśmiechnąć więc się uśmiechać. Ale mogę być sobą, która się sobie podoba. Ćwiczę dużo ale dla mnie to nic trudnego chociaż tu jest taki problem, że łatwo się zniechęcam. Po jakimś czasie przestaję działać. 

Teraz jest już 3 tydzień takiej całkiem nowej mnie. Miewam załamania, miewam niepewności, ale nawet w tych chwilach wiem, że obecnie jestem dość silna by iść dalej i nie przejmować się drobnymi niepowodzeniami.